Niewinne słowa, realne kary. Pasażerowie ukarani za „żarty” o bombach
Na krakowskim lotnisku w ciągu dwóch dni służby musiały reagować na zgłoszenia o bombach w bagażach. W obu przypadkach były to nieodpowiedzialne żarty pasażerów, które skończyły się mandatami i odmową wejścia na pokład.
Na krakowskim lotnisku zapanował ostatnio niepotrzebny chaos, a wszystko przez pasażerów, którzy postanowili rzucić hasło o bombie. Z ich perspektywy miały to być niewinne żarty, jednak na lotnisku słowa tego typu nigdy nie brzmią niewinnie. Każdy taki komunikat uruchamia pełne procedury bezpieczeństwa, angażuje funkcjonariuszy i wstrzymuje pracę całego portu.
Pierwszy incydent dotyczył 56-letniego Polaka odlatującego do Memmingen. Podczas odprawy oświadczył, że w jego bagażu są bomby. Zespół Interwencji Specjalnych Straży Granicznej natychmiast wkroczył do działania. Po kontroli okazało się, że mężczyzna tylko żartował, a w walizce nie było nic podejrzanego.
Następnego dnia 47-letnia pasażerka lecąca do Manchesteru powtórzyła podobny „dowcip”, informując przy stanowisku odprawy, że w jej bagażu znajduje się bomba. Po pojawieniu się funkcjonariuszy szybko wyjaśniła, że to był żart. Jej bagaż prześwietlono, nie znajdując żadnych zagrożeń.
W obu przypadkach finał wyglądał identycznie. Mimo przeprosin pasażerowie otrzymali mandaty w wysokości 500 zł zgodnie z ustawą Prawo lotnicze, a kapitanowie samolotów odmówili im wejścia na pokład. Ich podróże zakończyły się jeszcze przed startem.
Służby przypominają, że porty lotnicze funkcjonują w oparciu o bezwzględne procedury bezpieczeństwa. Każda wzmianka o ładunku wybuchowym, nawet wypowiedziana w żartach, traktowana jest jak realne zagrożenie.
To kosztowne, czasochłonne i przede wszystkim ryzykowne dla wszystkich obecnych na lotnisku. Jedno słowo może zatrzymać cały terminal, a jego konsekwencje sięgać znacznie dalej niż mandat.
Źródło: KOSG
Komentarze