Dobry początek, gorzki finał. Sandecja bez punktów w Szczecinie
Sandecja stworzyła sobie kilka świetnych okazji i długo wyglądała lepiej od Świtu Szczecin, lecz po przerwie gospodarze wykorzystali swoje momenty i wygrali 2:0, zamykając sądeczanom ligowy rok w nie najlepszym stylu.
Sandecja zakończyła ligowy rok 2025 w kiepskich nastrojach. Ostatni wyjazd do Szczecina miał być okazją, by domknąć jesień mocnym akcentem, tymczasem Świt wygrał pewnie i zasłużenie 2:0. Wynik nie oddaje jednak wszystkiego, bo sądeczanie stworzyli sobie kilka naprawdę solidnych okazji, których po prostu nie potrafili zamienić na gole.
Spotkanie zaczęło się bardzo żywo. Już w szóstej minucie mocno z ostrego kąta przymierzył Aleksander Woźniak, ale Mateusz Jeleń wyczuł jego intencje. Chwilę później Sandecja powinna prowadzić. Siméon Ouré wyszedł sam na sam z bramkarzem Świtu, choć przegrał pojedynek. Gdy wydawało się, że goście mogą przejąć kontrolę, gospodarze błyskawicznie odpowiedzieli. Krzysztof Ropski miał przed sobą tylko obrońcę i bramkę, lecz uderzył nieprecyzyjnie. Sandecja szukała swojej szansy także po stałych fragmentach, jednak zabrakło wykończenia.
Kwadrans gry i znów zrobiło się gorąco pod bramką Świtu. Ouré pociągnął prawą stroną, zszedł do końcowej linii i zagrał w okolice bramki, gdzie niewiele pomylił się Kacper Ćwielong. Goście coraz mocniej napierali. Strzał Nawotki minął słupek, a Ogorzały huknął z narożnika pola karnego minimalnie niecelnie. Przewaga Sandecji była widoczna do przerwy, ale nadal bez konkretów.
Po zmianie stron obraz gry diametralnie się odwrócił. W 47. minucie Sandecja została ukarana za niepewne wybicie spod własnej bramki. Piłka spadła pod nogi Kacpra Wojdaka, który uderzył tuż obok słupka i dał Świtowi prowadzenie. Zespół z Nowego Sącza próbował szybko odpowiedzieć. Rafał Wolsztyński przedarł się w pole karne, trafił jednak tylko w słupek. Niewykorzystana okazja zemściła się po chwili. Sebastian Rogala najlepiej odnalazł się w zamieszaniu i pod poprzeczkę wpakował piłkę na 2:0.
Sądeczanie nie złożyli broni. Dobre uderzenie z dystansu oddał Skałecki, swoją szansę miał także Filip Piszczek, choć jego piłkę z linii bramkowej wybił obrońca Świtu. W końcówce jeszcze Pietraszkiewicz stworzył sytuację Arkadiuszowi Orłowi, ale ten został zablokowany. Za lekko uderzał także Pleśnierowicz. Mimo determinacji Sandecja nie zdołała już wrócić do meczu, choć sytuacje do strzelenia gola miała.
Świt Szczecin pokonał Sandecję 2:0 po trafieniach Kacpra Wojdaka i Sebastiana Rogali. Dla biało czarnych to bolesne, ale pouczające zakończenie roku, które pokazuje, że bez skuteczności nawet dobra gra nie wystarczy.
Źródło: Fot. MKS Sandecja
Komentarze