Tablice Podhalańczyków na Nowosądeckiej baszcie. Historia która przetrwała wbrew wojnie

Zamek Królewski w Nowym Sączu był miejscem, w którym rodziła się i trwała pamięć o żołnierzach 1. pułku strzelców podhalańskich. Choć wojna zniszczyła zarówno tablice, jak i sam zamek, historia przetrwała dzięki ludziom, którzy potrafili ją ochronić, zanim Polska na nowo zaczęła o niej mówić.

Tablice Podhalańczyków na Nowosądeckiej baszcie. Historia która przetrwała wbrew wojnie
Tablice Podhalańczyków na Nowosądeckiej baszcie. Historia która przetrwała wbrew wojnie.

Tablice Podhalańczyków pojawiły się na Zamku Królewskim w Nowym Sączu w 1934 roku i od razu stały się symbolem lokalnej dumy oraz pamięci o żołnierzach 1. pułku strzelców podhalańskich.

Pułkiem dowodził wtedy podpułkownik Kazimierz Aleksandrowicz, a finansowanie tablic zapewniły władze miasta, starostwo nowosądeckie oraz ówczesna nowosądecka  społeczność żydowska, która w okresie II RP często angażowała się w upamiętnienia o charakterze państwowym. Uroczystości patriotyczne na zamku odbywały się regularnie od 1934 do wybuchu wojny i przypadały co roku na 15 sierpnia, czyli święto Wojska Polskiego aby upamiętnić zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej w 1920 roku..

Wojna przerwała tę tradycję. We wrześniu 1939 roku tablice zdjęto lub zasłonięto, a w ich miejscu pojawiły się dwa groby żołnierzy niemiecko-austriackich. Niedługo później cała przestrzeń zamkowa uległa dramatycznej przemianie.

W styczniu 1945 roku Niemcy wysadzili zamek w powietrze, pozostawiając jedynie rumowisko. Z czasem odbudowano jedynie Bramę Kowalską, na której kiedyś wisiały tablice. Mimo rekonstrukcji nikt nie wrócił do tematu upamiętnienia żołnierzy 1. pułku aż do 2018 roku.

Historia tablic i samego pułku splata się z losami ludzi, którzy tę pamięć przechowywali w czasach, gdy oficjalnie milczano o II RP. Podpułkownik Kazimierz Aleksandrowicz zakończył służbę w 1938 roku i w dowód uznania otrzymał od władz miasta pamiątkowy album.

Była to starannie wykonana kronika życia wojskowego w Nowym Sączu, zawierająca m.in. zdjęcie tablic na zamku. Po wojnie los rzucił Aleksandrowicza do Londynu, gdzie zmarł w 1955 roku. Jego syn poległ w Powstaniu Warszawskim, a żona została w Polsce, przechowując wojskowe pamiątki męża jak relikwie. Po jej śmierci album trafił zgodnie z jej wolą do Agnieszki Kurzei z domu Konstanty.

Nie jest to postać przypadkowa. Agnieszka Kurzeja, jej brat Jan i siostra Helena działali w warszawskim podziemiu od października 1939 roku. Zostali zaangażowani w organizację przerzutów uchodźców z Warszawy w stronę południowej granicy – przez Grybów, Muszynę aż po Maków Podhalański. To rodzeństwo było krewnymi autora opracowania, Leszka Konstantego. Album Aleksandrowiczów, przechowywany przez rodzinę Kurzejów, jest dziś jednym z kluczowych świadectw historii pułku.

Na ruinach zamku znajdują się dziś zrekonstruowane tablice poświęcone poległym żołnierzom 1. pułku strzelców podhalańskich, walczącym w latach 1918–1920 z Ukraińcami, bolszewikami i Czechami. To symboliczny powrót pamięci, którą zniszczyła okupacja.

Zamek był również miejscem stacjonowania 1. pułku artylerii górskiej, słynnego m.in. z boju pod Dytiatynem, a w latach trzydziestych stał się sceną uroczystości państwowych z udziałem lokalnych władz oraz samego marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza.

Na Podhalu tradycja podhalańska wciąż jest żywa, ale w Nowym Sączu ma ona szczególne znaczenie. To tutaj generał Andrzej Galica z Białego Dunajca organizował w listopadzie 1918 roku 1. pułk strzelców podhalańskich.Jego postać jest dziś czczona w rodzinnej miejscowości w Białym Dunajcu, gdzie regularnie odbywają się uroczystości rocznicowe.

Pułk był dumą miasta i całego regionu. Walczył na kluczowych odcinkach frontu w 1920 roku, uczestnicząc w zdobyciu Kijowa, walkach pod Browarami oraz w słynnym uderzeniu znad Wieprza. W II RP uchodził za jednostkę elitarną, przygotowującą kadry m.in. dla Korpusu Ochrony Pogranicza. Jego tradycje są kontynuowane również we współczesnym Wojsku Polskim.

Opracowanie powstało dzięki materiałom Leszka Konstantego z Grupy Inicjatywnej z Podegrodzia wraz z  profesorem Jerzym Gizą, założycielem pierwszej w Polsce niepublicznej szkoły podstawowej imienia Józefa Piłsudskiego w Krakowie.

Źródło: Nadesłane do redakcji

Zobacz Również

Komentarze


Zaloguj sie aby komentować