Referendum w Mszanie Dolnej. Radni odpierają ataki wójta i punktują problemy
Spór o władzę w gminie Mszana Dolna nabiera tempa. Radni przekonują, że ich działania to kontrola, a nie blokowanie rozwoju, i wyliczają niewykonane inwestycje.
W Mszanie Dolnej polityczny spór wszedł w nową, znacznie ostrzejszą fazę. Zapowiadane referendum w sprawie odwołania Rady Gminy stało się iskrą, która ujawniła głęboki konflikt między radnymi a wójtem. Obie strony mówią o działaniu w interesie mieszkańców, ale ich wizje funkcjonowania samorządu wyraźnie się rozmijają.
Radni nie mają wątpliwości - ich zdaniem referendum nie jest oddolną inicjatywą mieszkańców, lecz próbą usunięcia tych, którzy nie chcą bez dyskusji zatwierdzać decyzji wójta. Odpierają zarzuty o „blokowanie rozwoju” i „destabilizację pracy urzędu”, podkreślając, że kontrola, zadawanie pytań i analiza wydatków to fundament ich mandatu.
W ich narracji wybrzmiewa jedno: samorząd to nie jednoosobowe zarządzanie, lecz system równowagi. Jak przekonują, każda próba dokładniejszego przyjrzenia się inwestycjom czy finansom natychmiast przedstawiana jest jako przeszkoda, a nie element odpowiedzialnego zarządzania.
Jednocześnie radni przechodzą do konkretów. Wskazują na szereg niezrealizowanych inwestycji, które były zapowiadane mieszkańcom. Padają pytania o brak kanalizacji w Kasinie Wielkiej, brak środków na szkołę w Olszówce, niedokończone projekty drogowe czy niezrealizowane koncepcje rozwojowe. W tle pojawia się także problem braku skutecznego pozyskiwania środków zewnętrznych.
Dodatkowe kontrowersje budzą wydatki na wyjazdy służbowe władz gminy. Według przytoczonych danych w 2025 roku przekroczyły one 30 tysięcy złotych. Radni wskazują, że mimo tych działań nie widać wymiernych efektów w postaci pozyskanych dofinansowań.
Nie brakuje też wątków dotyczących napięć wewnątrz urzędu. W stanowisku pojawiają się odniesienia do konfliktów, które miały kończyć się na drodze sądowej. To - jak sugerują radni - ma być dowód na głębszy problem w sposobie zarządzania gminą.
Istotnym elementem sporu pozostaje również fakt, że wójt nie uzyskał wcześniej wotum zaufania. Zdaniem radnych zamiast próby odbudowy współpracy pojawiła się strategia przeniesienia ciężaru odpowiedzialności na radę.
Osobną kwestią jest sposób prowadzenia debaty publicznej. Radni krytykują działania komitetu referendalnego, wskazując na publikacje, które - ich zdaniem - miały charakter personalnych ataków. Apelują o transparentność i ujawnienie, kto stoi za inicjatywą referendum.
Cały spór sprowadza się dziś do jednego pytania: czy aktywna, kontrolująca władze rada jest problemem, czy fundamentem lokalnej demokracji.
Komentarze