Od projektu Posła Wilka do rządowej ustawy. Limit PCC ma iść w górę po 20 latach
Rząd chce podnieść kwotę wolną od podatku PCC z 1 000 do 3 000 zł. Zmiana, zainicjowana projektem Konfederacji, ma ograniczyć biurokrację i zakończyć spory o podatek przy sprzedaży używanych rzeczy między osobami prywatnymi.
Rząd zapowiada koniec z podatkiem od używanych rowerów i innych drobnych rzeczy kupowanych z drugiej ręki. Chodzi o podniesienie kwoty wolnej od podatku od czynności cywilnoprawnych z 1 000 do 3 000 zł.
To pierwsza taka zmiana od ponad dwóch dekad. Dotychczasowy próg od lat nie przystawał do realnych cen i generował tysiące formalności, które trudno było uznać za sensowne.
Podatek PCC trzeba zapłacić m.in. przy zakupie rzeczy ruchomych między osobami prywatnymi, jeśli wartość transakcji przekracza ustawowy limit.
W praktyce oznaczało to, że przy progu 1 000 zł urzędy skarbowe wymagały złożenia deklaracji PCC 3 i zapłaty 2 procent podatku nawet przy zakupie używanego roweru, telefonu czy sprzętu RTV. Dochodziło do sytuacji, w których ktoś płacił kilkadziesiąt złotych podatku tylko dlatego, że cena nieznacznie przekroczyła próg.
Temat zmiany zainicjowała Konfederacja. Projekt trafił do Sejmu jako druk 1899 w połowie października, a w lutym odbyło się pierwsze czytanie. Sprawozdawcą był poseł Ryszard Wilk.
Wszystkie kluby parlamentarne zadeklarowały gotowość do dalszych prac. Kilka dni później Ministerstwo Finansów poinformowało o przygotowaniu rządowego projektu w tym samym kierunku, choć z niższym limitem niż proponowane pierwotnie 5 000 zł.
Podniesienie progu ma też ograniczyć skutki unijnej dyrektywy DAC7. Platformy sprzedażowe raportują transakcje do fiskusa, co przy niskim limicie skutkowało falą wezwań do osób sprzedających używane rzeczy z domu.
Wyższy próg ma zmniejszyć liczbę takich spraw i odciążyć administrację od drobnych, mało istotnych podatkowo przypadków.
Komentarze